aktualności
Metropolitalna Komisja Integracji SpołecznejWsparcie osób z niepełnosprawnościami tematem konferencji w Pucku
O potrzebach i problemach osób z niepełnosprawnościami oraz sposobach na ich rozwiązanie dyskutowano podczas spotkania wyjazdowego Komisji Integracji Społecznej Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot w Pucku. "Wszystkiego dostępnego!" - takie życzenie, oddające najlepiej sens wyzwań przed jakim stoją samorządy i inne instytucje, wypowiedziała na koniec jedna z uczestniczek konferencji. Czy i kiedy się spełni? Czas pokaże.
Spotkanie zorganizowane przez Komisję Integracji Społeczej OMGGS odbyło się w czwartek 12 marca, w Powiatowym Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Pucku, pod hasłem: "Metropolia Włączająca - rola miejsca zamieszkania, pracy, kultury i dostępności w niezależnym życiu osób z niepełnosprawnościami".

Maciej Warszakowski, wiceprezes zarządu OMGGS, podczas wystąpienia, fot. Konrad Kędzior.
Pełna sala
Frekwencja była duża. Obecnych było ok. 130 osób, które codziennie, na różny sposób, zjmują się osobami z niepełnosprawnościami.
Kilkugodzinne spotkanie w Pucku podzielono na trzy bloki tematyczne:
- Rozwiązania mieszkaniowe
- Praca, kultura i integracja społeczna
- Dostępność - podsumowanie
"Często słyszymy, że niepełnosprawność to wyzwanie. To prawda. Ale chyba jeszcze większym wyzwaniem od barier fizycznych są stereotypy, które tworzą się w naszych głowach. Chcemy tu rozmawiać nie o przeciwnościach, ale o potencjale, godności i równym udziale w społeczeństwie. Celem tej konferencji - czego bardzo sobie życzę - jest zmiana perspektywy. Aby o niepełnosprawności myśleć jak o innowacji, różnorodności i sile, a nie tylko ze współczuciem. Naszym celem musi być budowanie społeczeństwa, w którym każdy, bez względu na to, jak się porusza i komunikuje, może w pełni uczestniczyć w życiu społecznym - powiedział gospodarz konferencji Jarosław Białk, Starosta Pucki.
.jpg)
Jarosław Białk, Starosta Pucki, podczas wystąpienia, fot. Konrad Kędzior.
Czy już pora na standard niezależnego życia?
Punktem wyjścia do merytorycznej dyskusji w Pucku była prezentacja wniosków z ewaluacji dotyczącej spełniania „Standardu Minimum na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami i Otoczenia”. Te rozwiązania Obszar Metropolitalny Gdańsk-Gdynia-Sopot, jako pierwszy w Polsce, wdraża od 2021 r. Obejmują one nie tylko osoby z niepełnosprawnościami, ale także ich rodziny i opiekunów. W ubiegłym roku sprawdzono, jak zapisy przyjęte w dokumencie działają w praktyce.
- "Dzisiaj już zupełnie inaczej i poważnie podchodzimy do obowiązku, jakim jest projektowanie dostępnościowe dla osób z niepełnosprawnościami. My dzisiaj nie mówimy o standardzie minimum. My chcemy standardu niezależnego życia" - podkreśliła Monika Chabior, współprzewodnicząca Komisji Integracji Społecznej OMGGS i zastępczyni prezydenta Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania.
.jpg)
Monika Chabior, współprzewodnicząca Komisji Integracji Społecznej OMGGS, podczas wystąpienia, fot. Konrad Kędzior.
Przyznała jednocześnie, że w kwestii ułatwienia życia osobom z niepełnosprawnościami jest jeszcze wiele do zrobienia na poziomie samorządowym.
- "Nie zmienia to faktu, że kiedy pięć lat temu stworzyliśmy nasz standard bardzo idealistyczny, w czasie, w którym nie wszyscy chcieli rozmawiać o dostępności, to sprawiło, że dziś w naszym Obszarze Metropolitalnym realizujemy dużo usług za ogromne pieniądze, które mają wspierać niezależność osób z niepełnosprawnościami. Tylko dlatego, że wpisaliśmy te zadania w nasze dokumenty strategiczne. I to jest absolutnie argument za tym, żeby nie bać myśleć do przodu i tworzyć ramy, dzięki którym system będzie się zmieniał. System to bardzo ważne słowo. Bo tu nie chodzi tylko o to, żeby w całym naszym obszarze było kilka wspaniałych, dobrych praktyk" - argumentowała Monika Chabior.
Przypomniała też zapis w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka mówiący o tym, że wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi i mają taką samą godność.
- "I dlatego teraz wsłuchujemy się w głos osób z niepełnosprawnościami po to, aby zmienić sposób projektowania naszych społeczności i usług oraz tego, jak pracujemy. Wszystko w tym celu, aby osoby z niepełnosprawnościami z naszego Obszaru Metropolitalnego, niezależnie od tego, gdzie się urodziły lub zdecydowały się żyć, mogły w pełni niezależnie i wygodnie funkcjonować tak, jak chcą. I najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby każdy mógł realizować swój potencjał i pasje oraz wnieść do naszej społeczności to, co ma. A każdy coś ma" - podkreśliła Monika Chabior.
Co nam wyszło, a co trzeba poprawić?
Szczegóły ewaluacji z 2025 r. “Standardu Minimum na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami i Otoczenia” przedstawił zebranym dr. Bartek Lis, kierownik Działu Badań i Rozwoju w Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku, który - jak podkreślił - sam jest osobą z niepełnosprawnością.
- "Problemem nie jest brak woli działania. Jest powszechne przekonanie, że to wszystko jest potrzebne i ważne. I oprócz pieniędzy, to brakuje nam kompetencji, wiedzy eksperckiej i szkoleń. Potrzebujemy przestrzeni do spotkań i rozmawiania, dzielenia się dobrymi pomysłami lub bolączkami" - zauważył.
Bartek Lis zwrócił uwagę na nierzadki problem braku właściwej komunikacji i współpracy nie tylko poziomie różnych wydziałów w urzędach, ale też pomiędzy różnymi jednostkami samorządu terytorialnego: powiatu, gminy i miasta.
- "Jesteśmy już mocno zaawansowani w kwestii dostępności architektonicznej oraz obszaru technologii. W kontraście do tego jest chociażby służba zdrowia. Okazuje się, że większość, jeżeli nie wszystkie mniejsze jednostki, nie mają żadnej bazy lekarzy czy osób, które mogą świadczyć, dla przykładu, usługi psychologiczne dla osób z niepełnosprawnościami. W kontekście zjawiska tsunami samotności to nie jest dziś żadna fanaberia" - zaznaczył autor ewaluacji Standardu Minimum.
Dodał, że na szarym końcu potrzeb osób z niepełnosprawnościami, uwzględnianych przez samorządy OMGGS, znalazł się też dostęp do kultury.
- "Praca to też nie jest przestrzeń, w której możemy sobie z dumą podać ręce i powiedzieć, „że jest ekstra”. To jest rzecz, która wymaga koordynacji. I podobnie jak z tematem zdrowia brakuje tu często konkretnego właściciela tematu" - objaśnił Bartek Lis.
.jpg)
Bartek Lis, autor ewaluacji Standardu Minimum, podczas przemówienia, fot. Konrad Kędzior.
Trzy koncepcje na pomoc mieszkaniową
W części seminarium dotyczącym mieszkań wystąpiła m.in. Marta Domańska, wiceprezeska Fundacji Nasz Przyjazny Dom, która od 2019 r. zapewnia dach nad głową osobom z niepełnosprawnościami w Sopocie, przy ul. Władysława IV 1c.
- "W naszej organizacji stawiamy na dialog. Wyszliśmy od tego, żeby wszystko, co robimy omawiać z beneficjentami naszych działań - tłumaczyła Marta Domańska - Dzisiaj jest nami tutaj jeden z naszych mieszkańców Wojtek, który zdecydował samodzielnie o przyjeździe. On nie tylko mieszka, ale też pomaga nam w pracy - dodała, a podopieczny Fundacji Nasz Przyjazny Dom zebrał w tym momencie gromkie brawa z sali".
Marta Domańska podkreśliła, że jej fundacja stawia na niezależność osób, którzy korzystają z Naszego Przyjaznego Domu.
- "Wprowadziliśmy karty wejścia dla mieszkańców, którzy chcą być odpowiedzialni. Ci, którzy się na to zdecydowali wychodzą więc swobodnie na miasto, na zakupy, spacery i spotkania. I mogą swobodnie wrócić do domu. Ważna jest tu też pozytywna, bez uprzedzeń, reakcja otoczenia. U nas pani w sklepie najbliżej naszej fundacji zawsze miło wita naszych mieszkańców. Tak samo pani na poczcie i w urzędzie. Gdziekolwiek się nie pójdzie, nasi mieszkańcy są tam zaprzyjaźnieni" – mówiła.
Nasz Przyjazny Dom w Sopocie zapewnia osobom z niepełnosprawnościami bardzo dobre warunki. - "Mają swoją przestrzeń otwartą, nie są pozamykani w klitkach. Mają bibliotekę. Mają salon z kuchnią - sama bym taki chciała mieć - i dużą salę warsztatowo-konferencyjną" - wymieniała wiceprezeska sopockiej fundacji.
.jpg)
Marta Domańska, wiceprezeska Fundacji Nasz Przyjazdny Dom, w trakcie panelu dyskusyjnego, fot. Konrad Kędzior.
Inny zaprezentowany na konferencji przykład to działalność, istniejącego od 2023 r., Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnego w Rumi. Z placówki tej korzystają 23 osoby z niepełnosprawnościami, w tym 8 w systemie całodobowym, a 15 dziennym. Na zlecenie miasta Rumia ośrodek prowadzi Spółdzielnia Socjalna „Linia–Zagórska Struga”.
- "Centrum Opiekuńczo-Mieszkalne powstało dzięki programowi ministra pracy i polityki społecznej z 2019 roku. Resort wsparł finansowo jego budowę. Wcześniej, nie było u nas takiego ośrodka. Osoby z niepełnosprawnościami były kierowane do pomocy społecznej w Wejherowie i innych gminach. A zależało nam na tym, żeby osoby z niepełnosprawnościami mogły pozostać w swoim środowisku lokalnym" - wyjaśniła Wiesława Pacholczyk, naczelnik Wydziału Spraw Społecznych Urzędu Miasta Rumi.
Bieżąca działalność rumskiego COM utrzymywana jest w większości z ministerialnej dotacji - w 2026 r. ma to być ponad 1,5 mln zł.
W Polsce funkcjonują dziś 44 Centra Opiekuńczo-Mieszkalne (dane na wrzesień 2025 r.), a pięć znajduje się w województwie pomorskim. Oprócz Rumi, zlokalizowane są także w Kępicach, Redzikowie, Łęczycach i Dębnicy Kaszubskiej.
O jeszcze innym modelu wsparcia - mieszkaniach wspomaganych - opowiadała Agnieszka Antoszewska, członkini Zarządu Fundacji Rozwoju Integracji Społecznej Akces w Gdańsku. To specjalne lokale, z których, przy wsparciu specjalistów, korzystają osoby mające problem w codziennym funkcjonowaniu i prowadzeniem niezależnego życia. Jak wynika z najnowszego, tegorocznego raportu Unii Metropolii Polskich im. Pawła Adamowicza, w Gdańsku jest 26 mieszkań wspomaganych, najwięcej spośród dużych miast.
- "Bez względu na to, kto jest w naszym mieszkaniu, zawsze stawiamy na partnerstwo. Staramy się odsuwać myślenie, że jest to czasowe. Nie mówimy: “Słuchaj, masz tyle miesięcy, żeby coś osiągnąć”. Najważniejsze, żeby czuli, że jest to naprawdę ich dom. Bardzo szanujemy prywatność. Nie zdarza nam się wchodzić pod ich nieobecność, czy wchodzić, tak po prostu" - mówiła członkini władz Fundacji Rozwoju Integracji Społecznej Akces, która w imieniu miasta Gdańska, prowadzi dwa mieszkania wspomagane.
.jpg)
Agnieszka Antoszewska, członkini Zarządu Fundacji Rozwoju Integracji Społecznej Akces w Gdańsku, podczas panelu dyskusyjnego, fot. Konrad Kędzior.
Muzyk i urzędnik - czyli nie ma żadnych barier
W części spotkania dotyczącej pracy, kultury i integracji społecznej wystąpił m.in Janek Skiba, który jako osoba z zespołem Downa, jest członkiem zespołu muzycznego Remont Pomp, gdzie gra na saksofonie. Jego opowieść wzbudziła duże zainteresowanie uczestników konferencji. Grupa istnieje od 2004 r. i działa przy Polskim Stowarzyszeniu na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Gdańsku.
Jankowi Skibie podczas seminarium w Pucku towarzyszył współzałożyciel Remont Pomp muzyk Jarek Marciszewski.
W ciągu ponad 20-letniej działalności zespół nagrał cztery płyty, współpracując m.in. z takimi gwiazdami jak Mikołaj Trzaska.
Z dużym aplauzem przez gości seminarium przyjęty również został Michał Milka, który także cierpi na zespół Downa, a od sześciu lat jest pracownikiem Urzędu Miasta Gdańska.- "Najpierw mogłem próbować, a potem pomagać ludziom. Możemy pracować w każdej dziedzinie i jesteśmy w stanie przełamywać nasze bariery. Najważniejsze, żeby mieć odwagę zaryzykować i szukać wzajemnie zaufania do siebie" - powiedział.
Tomasz Filipowicz, dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miejskiego w Gdańsku, na co dzień szef Michała, przyznał szczerze, że zatrudnienie w magistracie osoby z niepełnosprawnością wcale nie było łatwą decyzją.
- "Śp. prezydent Paweł Adamowicz rzucił taki temat w 2018 roku, żebyśmy się otworzyli na to środowisko. I kiedy Michał pojawił się na pierwszym spotkaniu, to zastanawiałem się, co on będzie mógł w urzędzie robić. I wcale nie było oczywiste, że stanie na pierwszej linii frontu, w biurze obsługi mieszkańca. Prawda jest taka, że urząd potrzebuje takich osób jak Michał, a my naprawdę obsługujemy setki ludzi każdego dnia. Michał wita wszystkich, pyta się w jakiej sprawie przychodzą, pobiera dla nich bilet lub druk i wskazuje, gdzie mają dalej iść. Są reakcje: "O, jak miło i fajnie". Ale niektórzy nie są wcale tacy mili. I dla nas to jest niełatwe, jak wytłumaczyć Michałowi taką sytuację" - mówił Tomasz Filipowicz.
Lepiej nie dawać taryfy ulgowej
Specyfikę rynku pracy poza aglomeracją trójmiejską dla osób z niepełnosprawnościami opisała natomiast Beata Rebicka, prezeska Puckiego Stowarzyszenia Wspierającego Osoby Niepełnosprawne Razem.
- "Na naszym terenie jest dużo pracy sezonowej. I zatrudnienie osoby niepełnosprawnej graniczy z cudem. Pracodawcy, oprócz tego, że boją się kontroli, to chcą pracownika szybko, na “tu i teraz”. Nie mogą uczyć układania talerzyków w barze czy restauracji przez tydzień" - tłumaczyła Beata Rebicka.
Swoimi wrażeniami w relacjach z osobami niepełnosprawnymi jako pracownikami podzieliła się Jolanta Rychlik, prezeska Fundacji Świat Wrażliwy, która prowadzi w Gdańsku kawiarnię Caffe Aktywni.
- "Nie traktujmy młodych osób z niepełnosprawnością inaczej niż siebie samych. Nie dawajmy im ulg. Oni chcą być traktowani z godnością, szacunkiem i wymaganiami. Ja często zapominam o ich niepełnosprawnościach. Traktuję ich tak, jak wszystkich naszych pracowników" - radziła Jolanta Rychlik.
Z kolei Grzegorz Wojak, członek Zarządu Fundacji Podróże Bez Granic w Gdyni, nie może się doczekać uchwalenia przez parlament i wejścia w życie ustawy o asystencji osobistej.
- "W Polsce dwa razy więcej niż średnio w Unii Europejskiej osób w pełni sprawnych rezygnuje z pracy tylko po to, żeby opiekować się w domu z kimś z rodziny. Dzieje się tak między innymi przez to, że nie ma systemowej asystencji. To jest bardzo duża strata dla gospodarki. Jako pracodawca chciałbym też powiedzieć, że mówienie o pracy osoby niepełnosprawnej jako całości, jest zupełnie bez sensu. Bo czym innym jest zatrudniać osobę o lekkiej niepełnosprawności, średniej i znacznej. Osoby w tej ostatniej kategorii nie pracują w ogóle, na rynku pracy to są promile" - ocenił.
(2).jpg)
Uczestnicy seminarium w Pucku, fot. Konrad Kędzior, fot. Konrad Kędzior.
Żadnych specjalnych praw
W bloku podsumowującym spotkanie w Pucku głos zabrał m.in. Dariusz Majorek, dyrektor pomorskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).
- "Osią sporu wśród nas będzie to, czy my chcemy specjalnej ustawy o wyrównywaniu szans osób niepełnosprawnych. Ja uważam, że nie. Czy, po prostu, w każdej dziedzinie prawa chcemy, żeby były normy, które regulują nasze funkcjonowanie i nic więcej. Mieszkaniec z niepełnosprawnością powinien być traktowany tak samo jak inny mieszkaniec sołectwa, dzielnicy, gminy, powiatu, województwa, kraju. I to jest klucz. Chcemy być pełnoprawnymi uczestnikami życia społecznego" - mówił.
Dodał, że w kwestii programu dotyczącego m.in. likwidacji barier architektonicznych i transportowych, dzięki zaangażowaniu samorządów województwo pomorskie ma więcej zrealizowanych projektów niż dużo większe regiony takie, jak dolnośląskie, mazowieckie, czy śląskie.
- "Mamy też przed sobą likwidację problemu “więźniów czwartego piętra”. I to jest największa porażka, bo tych wniosków na budowę wind w budynkach z wielkiej płyty jest naprawdę niewiele. W zeszłym roku w całym kraju było ich zaledwie 27. Na przykładzie mojej spółdzielni mieszkaniowej, powiem, co było największym problemem. “A kto będzie płacił za dozór techniczny?” - usłyszałem. Dziękuję, takie chytrusy …" - skomentował Dariusz Majorek.
(1).jpg)
Logo Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot, fot. Konrad Kędzior.
Nie jesteśmy kosztem, lecz inwestycją społeczną
W tej części dyskusji zabrał też głos Oskar Struk, radny Powiatu Puckiego, który urodził się z porażeniem mózgowym i porusza się na wózku inwalidzkim.
- "Moim marzeniem jest to, abyśmy przestali traktować osoby niepełnosprawne jako koszt, ale inwestycję społeczną. Bo inaczej wróci to w przyszłości do państwa w postaci finansowania dla nich opieki paliatywnej czy opieki w DPS-ie. Im dłużej te osoby będą samodzielne i będą mogły być pełnoprawnymi uczestnikami życia społecznego, tym później ten koszt społeczny się pojawi. Wciąż jednak brakuje zintegrowanych działań, które są nastawione właśnie na aktywizację" - przekonywał radny.
Swoimi refleksjami podzieliła się też Marta Czachor, starsza inspektorka w Wydziale Dostępności Urzędu Miasta Gdyni. Na co dzień korzysta z wózka inwalidzkiego i posiada psa asystenta. – "Pochodzę z Jastarni. Rozmawiamy o dostępności i niezależnym życiu. Chciałabym, aby duże miasta jak Gdańsk, Gdynia, Gdańsk mogły być doskonałą inspiracją dla tych mniejszych miejscowości, w których też mieszkają osoby z niepełnosprawnością. Tu jest trochę lekcji do odrobienia" - uważa.
- "Jako aktywna osoba za 15 lat mając nadzieję, że będę się cieszyć względnym zdrowiem, nie chcę już czuć się inna. To jest coś, czego mi bardzo brakuje. Dlaczego ja wzbudzam jakieś dziwne zainteresowanie, gdy idę z białą laską w wysokich obcasach? A już - “o rety, dlaczego ja się maluję”? Marzy mi się, żebym była traktowana tak, jak inni. Prawa człowieka są czymś niezbywalnym" - powiedziała Marcelina Hernik, ekspertka ds. dostępności w Fundacji Aktywności Zawodowej z siedzibą w Gdańsku, mająca dysfunkcję wzroku. To ona właśnie na zakończenie spotkania w Pucku wypowiedziała hasło przesłanie: “Wszystkiego dostępnego!”.
Seminarium w Pucku było trzecim spotkaniem z cyklu dotyczącym deinstytucjonalizacji usług społecznych, które zorganizowała dla samorządowców metropolii Komisja Integracji Społecznej OMGGS.
Czytaj także:




















